Żyjąc w świecie, który gdzieś pędzi i coraz rzadziej znajduje czas na rozmowy oraz pielęgnowanie odruchów tak bliskich ciału, postanowiłam po wielu latach wrócić do pisania bloga. Nie kieruję go do nikogo konkretnego. Jestem raczej jak mój kot, którego możecie zobaczyć na tej fotografii — obecna, ale na własnych zasadach.
Jestem kobietą zbliżającą się do 54. urodzin. Stoję gdzieś pomiędzy cieniem a słońcem. Przysiadłam w świecie „pomiędzy”, w miejscu, w którym pozwalam sobie myśleć i czuć mocniej. Nie dlatego, że uważam się za lepszą czy inną. Odczuwanie zawsze było dla mnie intensywniejsze. To ono sprawia, że bokeh na rzęsach potrafi mnie wzruszyć — tak samo jak muzyka z najróżniejszych gatunków, bez której trudno byłoby mi żyć.
Potrzeba pisania była we mnie od zawsze. Nawet moje dłonie należą do tych gadatliwych. Czasem czuję się jak dinozaur, który trafił do niewłaściwej epoki. Dziś wszyscy piszą znakami, a ja wciąż bawię się słowami. Oddycham nimi.
Tak samo podchodzę do smaku. Nie ograniczam się, bo dopiero gdy naprawdę się rozsmakujesz, zaczynasz doceniać całą gamę. Jest w tym coś podobnego do słuchania muzyki — dopiero sięgając po pełne spektrum, zaczyna się rozumieć dźwięki.
Nie wiem, czy spodoba Ci się mój świat. Ale może zechcesz czasem przysiąść tu na kawę albo herbatę.
Zapraszam.... Jola

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz